Szukaj
Nowości

Strona 1 z 5  > >>

wrz 29, 2014

Dnia 20 września 2014 roku zmarł Thomas Dzieciaszek, syn Henryka i wnuk Antoniego Dzieciaszka. Pokój Jego Pamięci.

sie 17, 2014

Dnia 15 sierpnia 2014 roku zmarł Marian Dzieciaszek, syn Kazimierza i wnuk Franciszka Dzieciaszka. Pokój Jego Pamięci.

sty 11, 2014

Dnia 10 grudnia 2013 roku zmarł Stanisław Adam Kozerawski, wnuk Heleny Kozerawskiej i prawnuk Hipolita Dzieciaszka. Pokój Jego Pamięci.

Kontakt
Administrator strony
Jerzy Dzieciaszek
Email: info@dzieciaszek.com

Jesteś tutaj: Strona główna » Historia rodziny » Życie w XIX wieku » Rodzina

Rodzina

 

Najważniejszą osobą w rodzinie był mąż i ojciec. To on decydował praktycznie o wszystkim, pierwszy wchodził do domu czy do kościoła, pierwszy zaczynał jeść posiłek. Nie bawił się z dziećmi, nie gotował i nie doił krów, żeby nie stracić szacunku i honoru.

W okresie, gdy obowiązywało jeszcze poddaństwo, często o wyborze małżonka / małżonki decydował dziedzic. Potem robił to ojciec rodziny. Przyszła synowa powinna być zdrowa, silna, zdolna do rodzenia dzieci i do ciężkiej pracy. Powinna też być poczciwa, religijna i cnotliwa. Względy materialne również były istotne. Ciekawe, że nawet po zniesieniu poddaństwa większość małżeństw zawierano wewnątrz tej samej wsi. Po prostu decydowała łatwość łączenia ziem męża i żony. Uwłaszczenie na dodatek pogorszyło start życiowy dziewcząt. Wcześniej, młoda żona dostawała od rodziców wyprawę, czyli "krowę i kilka szmat" i przenosiła się do gospodarstwa męża, który otrzymywał ziemię i siłę roboczą. Po uwłaszczeniu ważny stał się posag. Partnerem mogła być jedynie osoba o podobnym majątku i prestiżu.

Staropanieństwo było źle widziane, więc dziewczęta musiały podporządkować się decyzjom ojca. A jak już wyszły za mąż, ich podstawowym obowiązkiem było rodzenie dzieci. O bezpłodnych małżeństwach uważano, że spadła na nie karząca ręka Pańska. Kobiety, gdy już były w ciąży, nie powinny patrzeć na pożary, na kalekich i na garbatych, aby mieć zdrowe potomstwo. Natomiast wymagano od nich takiej samej ciężkiej pracy, jak od nieciężarnych. A najgorzej, jeśli trafiło się nieślubne dziecko. Takie matki były z reguły odrzucane przez wioskową społeczność.

Pan domu karał też dzieci i żonę za nieposłuszeństwo. W ogóle dzieci były traktowane wtedy zupełnie inaczej niż dziś. Uważano je za małych dorosłych i zmuszano do pracy w gospodarstwie. Jednocześnie były zupełnie podporządkowane ojcu. Jako oczywiste uważano bicie dzieci, które miało dobrze wpływać na rozwój dziecka, miało im dawać wytrwałość, siłę i zdrowie zgodnie z powiedzeniem "dziecka bicie łatwi życie".

Ale los starców również nie był zbyt wesoły. Ponieważ nie nadawali się do pracy, to traktowano ich jak przysłowiowe piąte koło u wozu - "nażył się, wystarczy mu", więc bywało, że nawet przyspieszano zgon pozbawiając posiłków.

Jednym słowem, najlepiej było wtedy być młodym i zdrowym mężczyzną. I nigdy się nie zestarzeć.

Dzieciaszkowie żenili się i wychodzili za mąż, zgodnie z opisanymi tu regułami, wewnątrz społeczności parzymieskiej. Do okresu popowstaniowego zanotowałem tylko jeden przypadek ślubu panny Katarzyny Dzieciaszkówny z Józefatem Konstantym Łęgoszem, owczarkiem zamieszkałym we wsi Miedźno, choć i tak nie jestem pewien, czy państwo młodzi przenieśli się po ślubie do Miedźna. Wszyscy inni znajdowali małżonków w Parzymiechach. A i po powstaniu, do końca wieku regułą były małżeństwa sąsiedzkie. Jedynie synowie Franciszka odeszli od tej zasady, ale oni nie byli już związani z rolą.

Dzieci nieślubnych nie było wiele w dziejach naszej rodziny. Najbardziej znana jest historia osieroconej w wieku lat trzynastu Jadwigi, córki Józefa, która urodziła dwójkę nieślubnych dzieci a potem zmarła młodo osieracając ośmioletnią córkę Maryannę. Maryanna z kolei urodziła również nieślubnego syna. Los obu kobiet niewątpliwie nie był łatwy w tradycyjnym środowisku wiejskim. Inna historia to przypadek drugiej żony Franciszka, Józefy Cykowskiej, która w chwili ślubu miała jedenastoletnią nieślubną córkę. Ale z nią los obszedł się łaskawie, bo mimo tej córki znalazła męża, który się nimi dwiema zaopiekował. Inna sprawa, że była córką bogatego młynarza, czyli dobrą partią małżeńską, poza tym podejrzewam, że to właśnie Franciszek mógł być ojcem jej córki.

Co do losu dzieci i starców nie mogę się wypowiadać. Najprawdopodobniej dzieci Dzieciaszków były wychowywane zgodnie ze zwyczajami tamtych czasów, jak to opisałem, a niewielu naszych przodków dożyło wieku, w którym zasługiwaliby na miano starców. Najczęściej choroby zabierały ich z tego świata zanim się "nażyli".


Następna strona:  Domy