Szukaj
Nowości

Strona 1 z 5  > >>

wrz 29, 2014

Dnia 20 września 2014 roku zmarł Thomas Dzieciaszek, syn Henryka i wnuk Antoniego Dzieciaszka. Pokój Jego Pamięci.

sie 17, 2014

Dnia 15 sierpnia 2014 roku zmarł Marian Dzieciaszek, syn Kazimierza i wnuk Franciszka Dzieciaszka. Pokój Jego Pamięci.

sty 11, 2014

Dnia 10 grudnia 2013 roku zmarł Stanisław Adam Kozerawski, wnuk Heleny Kozerawskiej i prawnuk Hipolita Dzieciaszka. Pokój Jego Pamięci.

Kontakt
Administrator strony
Jerzy Dzieciaszek
Email: info@dzieciaszek.com

Jesteś tutaj: Strona główna » Historia rodziny » Życie w XIX wieku » Podróżowanie

Podróżowanie

 

Do połowy XIX wieku podróżowano jak przed stuleciami, pieszo, konno lub wozami. Chłopi chodzili głównie pieszo, toteż rzadko odbywali podróże dłuższe niż kilkanaście kilometrów, czyli do przejścia w jeden dzień. Drogi były w bardzo marnym stanie, nieutwardzone i bez rowów odpływowych, więc w okresie wiosennych lub jesiennych roztopów zupełnie nieprzejezdne. Toteż nierzadko widać było porzucone przy drogach fury i bryczki, czekające aż droga wyschnie lub zamarznie. W drugiej połowie wieku stopniowo poprawiał się stan dróg, przynajmniej tych międzymiastowych, ale do wsi ciągle trudno było dojechać. Dla bogatych były dyliżanse, które regularnie kursowały między dużymi miastami. Szczytem szybkości w latach 40-tych XIX wieku był pospieszny dyliżans z Krakowa do Warszawy, którym jechało się 22.5 godziny wraz z postojami. Zazwyczaj podróż trwała kilka dni, a na noclegi zatrzymywano się w zajazdach. A gdy już wybrano się w drogę, trzeba było się liczyć z możliwością obrabowania na mniej zaludnionych fragmentach drogi lub w czasie snu w zajazdach.

Te problemy były zapewne nieznane naszym przodkom, bo nie mieli powodów do podróżowania poza granice majątku przynajmniej do połowy wieku.

W 1848 roku nastąpił przełom komunikacyjny - uruchomiono pierwszą w Królestwie Polskim kolej żelazną warszawsko-wiedeńską przechodzącą przez Częstochowę do granicy austrowęgierskiej w Maczkach (dziś dzielnica Sosnowca). W 1859 roku uruchomiono odgałęzienie z Ząbkowic przez Będzin do Sosnowca - do granicy pruskiej. Ale jeszcze wiele czasu upłynęło, zanim kolej stała się dostępnym środkiem transportu dla naszych przodków mieszkających w pobliżu Parzymiech. Dopiero w 1902 roku powstała linia kolejowa Częstochowa - Herby, a w czasie I Wojny Światowej uruchomiono odcinek lokalnej wąskotorowej kolejki Wieluńskiej z Praszki do wsi Szczepany przez Parzymiechy, ale wkrótce ją zlikwidowano. Budowali ją Niemcy na potrzeby wojenne, toteż, gdy wojna się skończyła, budowa została porzucona w szczerym polu za Szczepanami. Po wojnie przejęli ją Polacy, ale ten odcinek okazał się nieopłacalny i tory w latach 20-tych rozebrano. W 1926 roku uruchomiono linię kolejową Herby - Oleśnica przez Wieluń, przebiegającą dość blisko Parzymiech, a w 1933 magistralę węglową łączącą Śląsk z portem w Gdyni przebiegającą koło Działoszyna.

Na przełomie wieków, mieszkający już w Częstochowie Hipolit mógł koleją dojechać wygodnie do swoich braci w Będzinie i Dąbrowie Górniczej (ok. 80 km) w czasie krótszym niż dwie godziny - dziś ta podróż trwa około 1,5 godziny, więc myślę, że wtedy jechało się nie dłużej. Ale do swojego ojca Franciszka, do Bugaja za Krzepicami (45 km) musiał zapewne jechać furmanką cały dzień, a pieszo iść dwa dni.

Nic dziwnego, że przez długi czas nasi przodkowie nie robili długich podróży. Jeśli już opuszczali rodzinne strony, to przenosili się w pobliskie sąsiedztwo. Franciszek przeprowadzał się wiele razy, zapewne w poszukiwaniu pracy, ale gdy przyjrzymy się, gdzie leżą te wszystkie miejscowości, to najdalej położone tworzą trójkąt, którego wierzchołkami są Parzymiechy, Panki i Bugaj. Z Parzymiech do Panek są 22 km, z Panek do Bugaja 17 km a z Bugaja do Parzymiech tylko 13 km. Widać, że to odległości do pokonania przez piechura w kilka godzin. Ostatnio uzupełniłem tę listę o Kopydłów (koło Wielunia) i Kłobukowice (koło Mstowa), które niezbyt pasują do tego trójkąta. Leżą o wiele dalej niż mogłem przypuszczać, więc jednak czasami nasi przodkowie decydowali się na znacznie dalsze wyprawy za pracą.

Kolej stworzyła więc niezwykłe możliwości podróżowania, przedtem nie do pomyślenia. Chociaż, nie wiem, czy korzystano z niej często. Andrzej z Sosnowca, wnuk Rocha i Ewy, opowiadał, że jego babka często odwiedzała rodzinę w Częstochowie, ale zazwyczaj chodziła pieszo, co zajmowało jej dwa dni (65 km). Chyba podróż koleją była zbyt droga.

Pod koniec XIX wieku pojawił się nowy środek lokomocji, który wkrótce zrewolucjonizował możliwości poruszania się dla wszystkich, nawet najuboższych. Mowa tu o welocypedzie, który w Polsce w odróżnieniu od reszty świata nazwany został rowerem, od nazwy brytyjskiej firmy Rover, która jako pierwsza zaczęła seryjnie produkować, no właśnie - rowery. Zapewnie najubożsi nie tak szybko zaczęli używać roweru, bo jak wszystkie nowości, na początku był drogi. Ale znalazłem w przewodniku po Częstochowie i Jasnej Górze z 1912 roku informacje o kilku miejscach w Częstochowie gdzie wypożyczano i sprzedawano rowery. Był więc już wtedy popularny. Mój ojciec wspominał, że dziadek jeździł codziennie do pracy w Częstochowie rowerem, a mieszkali w Rędzinach około 11 km od miasta. Było to w latach 20-tych XX wieku. Miasto miało już wtedy linie autobusowe, ale nie dojeżdżały one do Rędzin ze względu na bardzo zły stan dróg, tylko do Wyczerp. W zimie dojeżdżał zapewne rowerem do Wyczerp i przesiadał się na autobus.

 

Następna strona:  Służba wojskowa